poniedziałek, 14 stycznia 2013


              Taniec zwycięstwa
               akryl na papierze, piórko, tusz
                            90 x 65 cm.







 Wszystko trwa tak długo, aż się skończy.
 Na koniec cierpliwość składa u progu zapartych drzwi wieniec wielkości zawiedzionej nadziei i odchodzi w inną stronę.

  Jestem z tych, co adorują Wszechświat...

     
  


  
  Niech no sobie przypomnę, jak wygląda Radość. Ile w niej ruchu, kolorów, dźwięków. Jej pierwsze imię brzmi: Wdzięczność. Za samo życie. Potem wyłaniają się dalsze zarysy, kształty, sylwetki. Są widoczne, gdy zachowuje się spokój. Nic nie trzeba robić. Lub robić znacznie mniej. Lub spojrzeć prosto w oczy samemu przymusowi robienia, zobaczyć, że on naprawdę istnieje. 
  Słońce wschodzi i zachodzi beze mnie. 
  W końcu NIC okazuje się bezcenne.


Dopiero wtedy Radość wiruje w takt wesołej, skocznej muzyki, którą słyszy w swoim sercu.



Nie przestaje tańczyć nawet w okolicy Koła    Podbiegunowego.
Furkocze fałdzistą suknią, 
przyklaskuje do taktu,
potrząsa bransoletkami,
iskrzy tęczowo.








  Trąca rąbkiem spódnicy każdą myśl i odwraca ją ku nam jasną stroną, wzbudzając fale wdzięczności. 


                                                                            ***

  Można być dzieckiem szczęścia przykrytym kapturem smutku...


Bezwarunkową Radość zawsze nosimy ze sobą. Są to ciepłe uczucia, jakimi darzymy siebie.

   


                           

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz