środa, 11 grudnia 2013

Kobieta wirujący derwisz

      Kobieta wirujący derwisz (III/X)
                                 Akryl na kartonie, 50x70 cm.
 

  U progu każdego dnia wkładam swoją taneczną suknię.



  Materia ciężka, utkana zwartym splotem, ściśle przylegających do siebie życiowych doświadczeń: zwykłe następstwo wydarzeń.



  U progu każdego dnia zadaję sobie pytanie: jak ja to wszystko wprawię w ruch, jak udźwignę, jak rozkręcę?







  A jednak powoli a wytrwale, z wyczuciem a naciskiem sprawiam, ze spódnica unosi się i zaczyna wirować,


miesza powietrze,






rozsypuje wokół tysiące iskier.





  Ciężkie sukno układa się w końcu wygodnie, według własnej woli.


  Słychać nawet aplauz fałd.



    Wieczorem, gdy kończę taniec, odkładam suknię.
  Zdejmuję z nóg pantofelki.


    Ich biała delikatność wprawia mnie w podziw...




wtorek, 3 grudnia 2013

Kobieta ubrana w podróż

        Kobieta ubrana w podróż (II/X)
              Akryl na kartonie, 70x50 cm.



  Podróż, to pozytywna nazwa ucieczki.



  Gdy już wiesz, od czego uciekasz, to wcale nie musisz wiedzieć, dokąd zmierzasz.



   Liczy się sama podróż.



  W podróży zdarzy się więcej dobrego, niż się spodziewasz.



  Ilekroć chcesz zobaczyć uśmiech - zapytaj o drogę. Nawet każdego napotkanego człowieka.



  Ludzie ubiorą cię w życzliwość.



  Nie zginiesz, przeciwnie: dojdziesz do celu najkrótszą drogą.







  Wściekniesz się na ten cel, bo nie chodziło ci wcale o cel, lecz o miłość.










  Dobrze o tym wiesz.




  Zawsze wiedziałaś.



  

niedziela, 1 grudnia 2013

Purpurowy taniec

               Purpurowy taniec (I/X)
               Akryl na kartonie, 70x50 cm.



  Gdy byłam dzieckiem, wystarczył obraz, aby zrozumieć.



  Gdy nie da się opowiedzieć słowami tego, co chce być wypowiedziane, trzeba namalować obraz.



 Nadal przemawiam do duszy dziecka.



  Nawet nie boję się czerwieni. Koloru krwi i ognia, tętna i zachodów słońca, czerwonych chorągwi i pąsowych rumieńców wstydu.











  I tak nikt nie patrzył...
  Wybuchały granaty.



  Gdy szłam zaminowanym polem, wszyscy myśleli, że tańczę z szarfą. Spowijały mnie przesiąknięte krwią wstęgi bandaży.



  Teraz flamenco mam we krwi.







  Spod mojego obcasa pierzchają tchórzliwe anioły.



   Zostawię sobie tego, który powie: Nie umrę, dopóki pył bitewny nie opadnie".





  Będzie widział nawet przez chmurę, drewno i glinę. Przez kamień, który zasłaniał grób Chrystusa.



  To trwało tylko trzy dni...